Średnia: 4
Kilkanaście dni temu, wraz z moja żoną Krystyną, rozpoczęliśmy wymianę mebli w naszym mieszkaniu, które niedawno wyremontowaliśmy. W związku z tym od pewnego czasu odwiedzamy sklepy z meblami, tam oglądamy stoły, krzesła, kanapy. Ja i moja Krysia mamy w zasadzie zupełnie inne gusty więc bardzo trudno jest nam znaleźć meble, które podobają się nam obojgu. Zapewne z tego powodu tyle czasu trwają poszukiwania właściwego umeblowania. Może nasunąć się się pytanie, skoro mamy tak różne gusty w jaki sposób umeblowaliśmy swoje cztery ściany poprzednio? Odpowiedź jest bardzo prosta. Jesteśmy dość młodym małżeństwem, zaledwie osiem lat po ślubie, jest to nasz pierwszy remont mieszkania na tak dużą skalę i pierwsza wymiana mebli. Poprzednie krzesła, stoły, kanapy otrzymaliśmy jako prezenty ślubne. Prezenty jak to prezenty czasem były bardziej czasem mniej udane. Wszystko razem stanowiło dość ciekawą aczkolwiek nie koniecznie współgrającą całość, na przykład w naszym mieszkaniu obok siebie w dziennym pokoju stały duża, skórzana, czerwona sofa i wiklinowe krzesła. Gdy odwiedzali nas nasi znajomi tłumaczyliśmy, że umeblowaliśmy nasze mieszkanie w stylu awangardowym. Musze przyznać, że nasza wymówka była odbierana raczej z podziwem niż ironią co mnie do tej pory zaskakuje. Po kolejnej bezowocnej wyprawie do sklepu meblowego przeprowadziliśmy z Krysią poważną rozmowę. Nie mogliśmy już sobie pozwolić na kolejne dni poszukiwań wymarzonych mebli, chociażby ze względu na zbliżający się nieubłaganie koniec mojego urlopu, ale przede wszystkim dlatego że oboje byliśmy już tym niesamowicie zmęczeni. Postanowiliśmy, że następny dzień będzie ostatnim z serii polowania na meble. Odwiedziliśmy kilka sklepów (w niektórych już wcześniej byliśmy) i oglądaliśmy stoły i kanapy, krzesła. Gdy jedno znalazło podobający się mu mebel drugie przychodziło i go uważnie oglądało. Przyznaję że nie wszystkie wybory mojej ukochanej żony były moim zdaniem niedorzeczne - jak na przykład różowy fotel. Zgodziłem się na wybrane przez nią krzesła i stół, a ona na wybrana przeze mnie kanapę. Zastanawiałem się w sklepie dlaczego w momencie gdy pokazywałem jej mój wybór, czerwona, skórzana kanapa, się pod nosem uśmiechnęła. Po powrocie do domu wszystko zrozumiałem. Cóż człowiek przyzwyczaja się do swojego otoczenia.
Wasza ocena:
Oceń: